

Na zimę zwykle przybieram szarą, nudną paletę barw, ale jest jedna taka spódnica, którą mogłabym nosić cały rok. Ma na tyle kolorowy print, że nie potrzebuje innych dodatków. Tym razem w towarzystwie samej czerni, chociaż noszę ją bardzo często z bielą lub jasną i ciemną koszulą jeansową. Cieszę się, że zima jeszcze nie nadchodzi, bo nadal szukam kozaków, a jak wiadomo najprostrzy fason najtrudniej znaleźć.
Dopadł mnie dziś ból egzystencjalny, dlatego krótko. Lubię koszule, nawet białe, a ta jest wyjątkowo dobrze dopasowana. Kupiłam ją w tamtym roku i była z kokardą wokół szyi, co teraz jest gorącym trendem. Dziś bez kokardy, która tym razem wyglądowała na mojej głowie, ale za to w towarzystwie srebrnych spodni i szpilek, których miałam nie kupować. Pierwszy raz gdy je widziałam - nie kupiłam. Drugi raz powiedziałam sobie - jeśli będą na tyle wygodne, że przejdziesz oba piętra Malty bez problemu to ich nie zwracaj. Na nieszczęście mojego portfela egzamin zadły.
Dziś znów ja, ale nie martwcie się, Ania bloga nie zaniedbuje. Studiuje bardziej ambitny kierunek ode mnie, więc też uczy się więcej.
Spódniczka już się pojawiła, nawet w bardzo podobnej kolorystyce, dla przypomnienia tutaj. Znów mam złoty sweterek, tym razem inny - pleciony i przede wszystkim bardziej cienki i krótszy. Z uwagi na to, że zdjęcia były robione na początku września wyglądam jeszcze dość letnio. Więcej zdjęć nie ma. Fotografem był mój tata, który do specialistów w obsłudze zwykłą cyfrówką nie należy.
Miał być post o kolekcji Versace dla H&M, ale uznałam, że nie będzie dziś bloga, na którym ten temat nie zawita. Po za tym nie chciało mi się zrywać rano i pędzić do Browaru. Byłam tam koło godziny 14 i... nic. Zostało kilka sukienek, najwięcej tych pstrokatych legginsów, buty i kilka uroczych, piekielnie drogich, małych, różowych torebek. Nie byłabym jednak sobą gdybym czegoś nie przymierzyła - trzy sukienki jedwabne leżały idealnie, ale po cóż mi one? Moja socjologiczna natura zaczęła od razu analizować dlaczego ludzie to kupują, ale nie chcę was tym teraz zanudzać. Podsumuję: Najlepsze w całej kolekcji były aksamitne wieszaki (mam do takich słabość).
Głównym tematem posta są muffiny na patyku. Tak, nie pomyliłam się. Wyglądają jak lizaki, a smakują jak muffiny. Chętnie przyjmę zamówienia. Znajomi twierdzą, że powinnam zacząć sprzedawać to, co upichcę.
Ps. Na dodatek tradycyjnie z lustra - strój z dziś.
Kiedyś w internecie natknęłam się na listę czego rudym nie wypada nosić, bo gryzie się to z kolorem włosów. Najbardziej odradzano czerwony i pomarańczowy. Zgodzę się z tym. W pomarańczu wyglądam jak marchewka bez natki, a w czerwonym jak dojrzały pomidor. Lubię czerwony. Czasem delikatnie go dawkuję w swoich strojach, aby nie przedobrzyć. W tym sezonie na ratunek przyszedł mi kolor winnej czerwieni, ten odcień przypomina mi mój ulubiony trunek procentowy. Na razie mam sweter w tym kolorze, ale jeśli trafi mi się inna część garderoby to też nie odmówię jej noszenia. W końcu zaopatrzyłam się w gruby, duży sweter spełniający moje wymaganie numer jeden czyli brak guzików.
Ps. A. może mnie udusić i to skasować, ale muszę napisać, że potencjalny fotograf, którego mogłaby mieć mieszka za jej ścianą. Ja mam większe powody do narzekania, bo nie mam ani fotografa ani aparatu. Zastanawiam się przez to czasem nad sensem blogowania.
Ps2. Mam więcej takich zdjęć "z lustra", jest sens je pokazywać?
Panterka budzi skrajne uczucia. Gdy jest jej w nadmiarze ociera się o tandetę i absoultny brak gustu. Sama lubię ten wzór (mam kombinezon, koszulę i spódnicę) i zwykle noszę go z czernią lub brązem. Tym razem postawiłam na granatowy żakiet i niby-zamszową koszulę oraz całkowicie czarny dół.
Nie będzie dyni. Nie będzie żadnego przebrania na Halloween, ale jest... sernik. Drugi w życiu jaki upiekłam i drugi, który mi wyszedł. Moja babcia przez kilka minut zastanawiała się, gdzie kupiła takie dobre ciasto, dopiero potem uświadomiłam ją, że to moje "dzieło". Cóż, jak nie wyjdzie "kariera" w świecie mody, zawsze pozostaje mi cukiernia, a więc - niech wam ślinka leci!
Duży sweter ze złotą nitką jest już znany, a spódniczka to moja ostatnia ale ulubiona zdobycz z wyprzedaży. Nie widać tego na zdjęciach, ale ma wytłaczane kwiaty i jest wykonana ze sztywnego materiału. Torebka ma już swoje lata, ale jak wiadomo trend toreb z frędlami w tym sezonie jest bardzo silny.
Mimo iż Ania ma warunki (czyt. aparat), zdjęć nie robi, nad czym ubolewam, bo przez to mnie jest więcej na tym blogu. Ja aparatu nie posiadam, a moja stara cyfrówka robi gorsze zdjęcia od mojego telefonu, którym zostały zrobione poniższe zdjęcia.
Główną rolę gra dziś mój płaszczyk, o który zażarcie walczyłam. Jest taki jak chciałam - dziewczęcy, troszkę w stylu lat 60, bez żadnych kołnierzy i udziwnień. Klasycznych trenczy jest za dużo na ulicach, więc ja mam ten. Przy okazji premiera moich "stylowych butków". Na oryginalne Lity będzie mnie stać za bardzo długi czas, więc zadowolę się tym co mam. Uprzedzam pytania - BARDZO wygodne. Każdej nowej parze butów robię test na to ile w nich wytrzymam, a te go zdały celująco.
Ps. Reszta stroju pojawi się za jakiś czas!
O jesieni już nie wypada mówić. Kiedy temperatura spada poniżej 15 stopni, dla mnie, to zima. Najchętniej zaszyłabym się pod kocem i nie ruszała do momentu, kiedy termometr przekroczy magiczną liczbę. Mam też inny powód, żeby się nie ruszać z domu - mam braki w grubych swetrach. Jakich potrzebuję? Najlepiej z angory, bez guzików jeśli chodzi o kardigany, jasne beże, biel i czerń, ewentualnie coś ceglastego, z motywem metalicznym czy też połączenie brązu i czerni. W tym celu regularnie odwiedzam lumpy, w których nic nie ma, a jeśli jest to wygląda na bardzo znoszone. Zajrzałam ostatnio do sieciówek, w których zwykle kupuję. H&M a szczególnie dział młodzieżowy zawiódł mnie jakością swetrów - ciągną się i mechacą. Na damskim znalazłam kilka perełek (absolutny hit, to czarno-biały "geometryczny"), które już wpisuję na listę "must have". Podobnie źle z jakością w stosunkowo drogiej Zarze, ale tam jeśli o mnie chodzi rzut na swetry będzie dopiero w grudniu/styczniu. Gdzie jest jakość w tych sieciówkach? Pytam się!
W zeszłą środę nie miałam rano zajęć i nie wiedziałam co ze sobą zrobić, bo już o 8 nie chciało mi się spać. Nagle doznałam olśnienia, że w najpopularniejszym lumpeksie w Poznaniu jest wrzuta towaru. Uznałam, że raz można się przejść. Ogarnęłam się tyle o ile i tuż przed godziną 10 zjawiłam się przed lokalem i... zaczęłam się prawie śmiać. Mnóstwo kobiet i mężczyzn, w różnym przedziale wiekowym czeka jak stado wygłodniałych hien. Nagle wybija godzina 10, magiczne drzwi się otwierają, a rozradowany tłum wpada do raju, biegnie, przewraca się o siebie. Wchodzę jakoś przy końcu. Ludzie biorą tyle rzeczy, że mój wzrok tego nie ogarnia. Jedni przepychają się, drudzy ledwo przeciskają między wieszakami. Co ciekawe, nikt tych ciuchów nie przymierza, od razu pędzą do kasy jakby ktoś miał im ukraść koszyk. Zamiast szukać czegoś dla siebie, stoję i gapię się na to co robią. W końcu wyszukałam sweter - River Island rozmiar 6, z dużym kołnierzem. To była jedyna rzecz jaką mierzyłam. Stojąc w przymierzalni nagle słyszę głos ekspedientki, która mówi do klientki: 220 złotych. Oniemiałam. A ja tu się zastanawiam, czy sweter 20 zł w lumpie to nie za duży wydatek. Przyzwyczaiłam się, że jadę do pewnego miasta na lumpy i płacę za sweter 4 złote także w dniu wrzuty. Poznańskie lumpy są drogie. Miałam jeszcze trochę czasu do zajęć, więc wybrałam się do lumpa, do którego już dawno miałam się wybrać. Cóż, wdzianka wycenione, ale za to fajne, nawet bardzo i w małych rozmiarach. Czarny sweter z obszernymi rękawami w rozmiarze 6 marki Asos, to jeden z łupów. Później na ścianie ujrzałam piękny srebrny sweterek, poprosiłam ekspedientkę, żeby go zdjęła. Chyba miała jakieś opory, bo się na mnie spojrzała i stwierdziła: On jest duży, jakieś 42. Ja na to, że nie szkodzi. Co za problem? Wszystko zależy od tego jak leży : ) Sweterek okazał się w rozmiarze L, a na dodatek z Zary. Mimo iż rękawy są za długie, reszta leży świetnie i co najważniejsze nie "obchodzi".
Jeśli ktoś przeczyta moje lumpeksowe przemyślenia, to dziękuję : )
Kilkając na "Zobacz więcej zdjęć", możecie zobaczyć zdjęcia moich łupów jak i jeszcze kilka drobiazgów.
Z bólem serca na Allegro wystawiłam szpilki z Bershki, praktycznie nowe, założone tylko do zdjęć. Są na mnie za duże. Za to za zarobek z ostatnich aukcji kupiłam te butki. Już do mnie jadą!
Poniższy strój pochodzi z urodzin mojej babci. Wiem, ubrałam się na czarno jak na pogrzeb. Cała rodzinka mi to wypominała, ale musiałam dojść na drugi koniec miasta pieszo i potrzebowałam szpilek w których nie zaliczę chodnika przy szybkim chodzie, a niższe niż 10 cm, są tylko te czarne. Po za tym należała się premiera tej sukience właśnie w urodziny babci. Miałam jeszcze naszyjnik z tego posta
Nie tylko Ania uległa trendowi gwiazdek. Ja również zaopatrzyłam się w odpowiednią bluzkę. Gwiazdki na mojej są delikatne i pojawiają się tylko z przodu. Nie byłabym na tyle odważna co w projektach D&G aby potraktować ten trend "kropka w kropkę". Do tego własnoręcznie obcięte szorty i marynarka, która nosiła zacny tytuł ulubionej do póki nie pojawiła się inna, która na blogu nie gościła na tym blog, a mam ją wiele miesięcy. W mojej mieścinie wiele jest górek i chodników niesprzyjających poruszaniu się na jakimkolwiek obcasie. Dlatego przyznaję się bez bicia, że tym razem założyłam buty tylko do zdjęć, a nosiłam w torbie, którą każdy zna. Wychodzi na to, że powielam schematy, cóż, widać na oryginalność mnie nie stać.
Ps. Macie pewnie przesyt mnie tutaj i niedługo wyjdzie na to, że to blog tylko mój. Nie martwcie się! Od kolejnego posta Ania wraca!
Ps2. Przepraszam za moje włosy, jestem świadoma tego jak wyglądają ;x
Ps3. Serdecznie ponownie zapraszam na moje aukcje, kończą się już w piątek, naprawdę same fajne rzeczy - legginsy ze skórzanymi kolanami, futerko z Zary, sukienka z Topshopu oraz nowa sukienka i spódniczka z H&M! ZAPRASZAM!
Ania ostatnie chwile wakacji spędza w Norwegi. Z krótkiej relacji wiem, że ubrania kuszą z każdej wystawy, mniej kuszą same ceny. Po moich wakacjach nie ma już ani śladu. W ubiegłym tygodniu powróciłam do twardych wydziałowych krzeseł. Co prawda mój kierunek studiów nie wymaga ogromnych nakładów pracy i ślęczenia z książkami po nocach, ale sama świadomość, że trzeba się dowlec rano na uczelnię nie jest zachęcająca. Czasu nie mam prawie na nic, nawet na nowy sezon Gossip Girl. O braku czasu na przejrzenie ostatnich Fashion Weeks nie wspomnę.
Dziś zostawiam was ze zdjęciami, których tu w ogóle miało nie być. Były zdjęcia trzech strojów i wylądowały w koszu, bo w każdym zestawie coś mi nie grało. Małe szczegóły, ale jeśli jest się perfekcjonistą w każdym calu, to nie można sobie na to pozwolić. Ładnie wyszły zdjęcia detali, więc mam nadzieję, że się wam spodobają. Ot tak z pozdrowieniami dla wszystkich, dla których to ostatni weekend wakacji.
Zapraszam serdecznie wszystkich, którzy chcą sobie uzupełnić szafę w ciuszki na jesień, na moich aukcjach kilka perełek!!
xoxo, M.
Okazja by zobaczyć mnie na płaskich butach jest bardzo rzadka, tym razem jednak postawiłam na wygodę w podróży. Mój strój nie jest specjalnie wymyślny. Wrzuciłam pierwsze lepsze ciuchy do torby i jadę do Torunia. Jak się potem okazało, niestety bluzka nie współgrała mi tak dobrze z czarnymi zwykłymi spodniami jak ze "skórzanymi", do których zwykle ją noszę. Kolejnym mankamentem jest uwypuklenie moich krótkich nóg, jednego z powodów dla których chodzę zwykle w butach wysokich. Skoro w dzisiejszym wpisie tylko "stękam", to zaczęłam już rok akademicki, jedyny plus, że jestem w moim drogim mieście : )
Zdjęcia robione o drugiej w nocy, więc obie wyglądamy jak śnięte ryby, a wszystko "wina" szalonej tanecznej imprezy. Co prawda, dojście do klubu wymagało wielu poświęceń (toruński bruk nie sprzyja szpilkom), ale przeprawa ta warta była zachodu. Obie nie jesteśmy szczególnie wybredne jeśli chodzi o muzykę w klubach, bo lubimy tańczyć, ale kiedy słyszymy dźwięki piosenki Black & White nieśmiertelnego króla, od razu startujemy na parkiet. MJ sprawia, że każda impreza jest udana : )
Przedsmak dzisiejszych zdjęć mieliście już w poprzednim poście. Teraz kolej na nasze ubrania w roli głównej.
Kilka dni temu minął miesiąc od początku naszego blogowania. Chcemy podziękować za miłe przyjęcie w świecie blogerek i wszystkie komentarze! To one motywują nas do dalszego działania. Obyśmy świętowali kolejne rocznice!
Mój ulubiony trend tej jesieni? Złoto i srebro. Cóż, taka sroka ze mnie. Wiele osób mówi, że miałam takie upodobania już od pierwszych urodzin kiedy to w nieznanej mi zabawie wybrałam ponoć złoty pierścionek. Dwa złote swetry upolowałam na wyprzedaży, więc pozostało szukanie czegoś srebrnego. Padło na spodnie, które w swojej ofercie ma każdy sklep Inditextu. W Stradivariusie i Pull&Bear przypominały jednak ceratę i o dziwo, były droższe od tych z Zary. Mam srebrne spodnie i pewnie to mój ostatni zakup na najbliższe kilka miesięcy. Od początku miałam klasyczną wizję tych spodni. Jesienią zawsze wracam do korzeni czyli braku kolorów i tak też jest w tym stroju. Może poza liliowym nowym lakierem do paznokci. Dodatki też oszczędnie - pierścionek, który po pomalowaniu paznokci nie pasował oraz kolczyki w kształcie rozgwiazd.
Dwa dni, dwie przyjaciółki, dwieście procent wrażeń. Tak można w skrócie opisać mój przyjazd do Torunia. Kiedy spędzam wakacje w pewnej małej mieścinie, każde wyrwanie się do większego miasta powoduje, że od razu inaczej się czuję, a najlepiej kiedy temu wypadowi towarzyszy wypad do klubu. Nawet szpilki podbite metalowymi korkami nie popsuły mi tego nastroju. Przykro mi tylko, że to ostatni taka podróż i czuć koniec lata.
Troszkę sobie odpoczniecie od Ani na blogu, a ja zmieniłam fotografa. Nie, nie. Żaden konflikt, po prostu jak już wspominałyśmy, jesteśmy teraz w dwóch różnych miejscach, chociaż od października będzie to jeszcze większa odległość i wtedy to mnie będzie mniej.
Nigdy nie lubiłam pasków, ale kiedyś mądra kobieta - wyrocznia porad i racji powiedziała, że paski nadadzą mi "objętości" (cokolwiek to miało znaczyć). I zaczęło się szukanie pasków na lato. Najpierw wpadła granatowa bandażowa spódniczka. Później zielona bluzka. Uznałam, że w sumie to do siebie pasuje. Nie byłam wtedy świadoma, że Prada zaprezentowała coś podobnego. Nie lubię inspirować się "kropka w kropkę", ale tu wyszło mimowolnie. Olśnienia doznałam kiedy zobaczyłam, że Mango zainspirowało się też bluzką Prady. Mogłam także ubrać się identycznie, bo w Stradivariusie były takie spódnice midi jak na pokazie, ale midi to nie moja długosć. Pierwszy raz wyszły mi dwa stroje tak mocno inspirowane słynnym domem mody, do którego mam sentyment. Obok Chanel to pierwszy o którym usłyszałam mając kilkanaście lat i żyjąc w świecie, gdzie słowo "moda" nie miało żadnego znaczenia. Żeby nie było banalnie, do bluzki dodałam koszulę i czerwone szpilki, natomiast do granatowo-zielonego stroju dodałam akcent w postaci torebki.
Ps. Przepraszam za dziwne miny i pozy na niektórych zdjęciach, ale pozować nie potrafię i za grosz we mnie fotogeniczności...
Dzisiaj zabiorę Was w krótka podróż do mojej kuchni. Zawsze lubiłam pomagać babci przy pieczeniu, a potem sama zaczęłam. Początkowo były to "gotowce" z paczki. Teraz staram się robić wszystko sama - od początku do końca. Nie lubię zwykłych przepisów i moja rodzinka już się na tym poznała w święta. Zamiast tradycyjnej babki - trójkolorowa, zamiast zwykłego sernika - taki z kawałkami ciastek oreo. Święta to czas kiedy piekę najwięcej. W roku akademickim od okazji, kiedy jestem w domu. Teraz, we wakacje zazwyczaj w weekend.
Od niedawna jestem posiadaczką formy do muffin, więc ostatnio tego piekę najwięcej. Co ciekawe, każde z innego przepisu, aby było różnorodnie.
Muffiny z morelami i czekoladą
(te ciemne na zdjęciu, z przepisu wychodzi więcej niż 12 sztuk)
Składniki: 200 g mąki, 200 g cukru, 1 dojrzały banan, 100 g masła, 200 ml mleka, 3 jajka, 1 łyżeczka cukru waniliowego lub ekstraktu z wanilii, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 2 łyżki oleju, szczypta soli, 50 g suszonych moreli, 50 g czekolady, 2 łyżki kakao, lukier do dekoracji.
Wykonanie: Masło stop w rondelku i odstaw. Utrzyj banana z cukrem na jednolitą masę, dodaj mąkę, masło, jajka, cukier waniliowy, proszek do pieczenia, mleko, olej i sól. Wymieszaj dokładnie ciasto. 1/3 ciasta odłóż i dodaj do niej kakao oraz czekoladę, to reszty masy dodaj pokrojone morele. Jasne ciasto przełóż do foremek na muffinki, na nie nałóż ciemną masę i piecz około 10 minut na dole rozgrzanego do 220°C piekarnika.
Nie jestem oryginalna, ubieram się jak każdy. Tak mogę odkreślić swój styl. Doszłam do takiego wniosku wczoraj kiedy czekałam godzinę na spóźniony autobus. Spodenki, które mam na sobie są znane pewnie każdej fashion victim, a ja nie mogłam oprzeć się ich urokowi. Podobnie jak Ania zaopatrzyłam się w pierścionek stylizowany na YSL, myślę jeszcze o czerwonym. Całośc utrzymałam w stylistyce czerni i bieli złamanej kolorem wspomnianego pierścionka, brązem torby z frędzlami oraz butami numer dwa w mojej szafie.
Młodzież i dzieci wróciły do szkoły, a my nie. Zostały ostatnie tygodnie wakacji, chociaż dla Ani to tydzień wysiłku intelektualnego (trzymajcie kciuki!). To także ostatnie chwile, kiedy możemy robić wspólne zdjęcia, potem będzie to logistycznie utrudnione.
Jeśli nie założę jej dziś to nigdy w tym roku - tak pomyślałam chwytając prześwitującą bluzkę z kołnierzykiem. Nie mogę nosić bluzek pod szyją chociaż trend z kołnierzykiem mnie urzekł. Bluzeczka kosztowała tyle co nic, więc tym bardziej z chęcią ją przygarnęłam. Dobrałam do niej klasyczny total denim look. W końcu jestem na tyle opalona, że jasne spodenki wyglądają zadowalająco. Bardzo wygodne koturny jak widać sprawdziły się nawet na górkach i piasku, chociaż momentami trudno mi było złapać równowagę. Biorę udział w pewnym konkursie, za każde: "Lubię to" na tej stronie będę wdzięczna!